Polskie kluby w zimowym okienku transferowym nie próżnują. Najpierw masowo sprzedawały swoich piłkarzy za granicę. Teraz po uzbieraniu odpowiednich funduszy, mamy tendencję całkowicie odwrotną. Otóż na Polskę nacierają zagraniczne zaciągi piłkarzy. Struna, Komołow, Gasparik, Arzumanjan, Pejović, Seratlić, Puri, Ubiparip, Cotra, Dokić, Michal Pesković, Elsner, Riski, Straton, Zigajevs, Genkow, Jaliens, Melikson, Siwakow, Abwo. 20! Prawie dwie jedenastki nowych zagranicznych piłkarzy będzie biegać po boiskach polskiej ekstraklasy na wiosnę. Oby tylko się sprawdzili. Większość z nich przyjechała do Polski „za frytki”, ale są też tacy, którzy dużo kosztowali. Popatrzmy na takiego Meliksona. Chłopak niby zadebiutował w reprezentacji Izraela, był wyróżniającym się piłkarzem w swojej drużynie, ale czy będzie w stanie podbić polską Ekstraklasę. Ciśnienie jest na nim wielkie, bowiem Wisła wydała na swojego nowego ofensywnego gracza blisko milion euro.
Dobrze, że po ucieczkach wyróżniających się piłkarzy, nadeszły też wielkie powroty do kraju Polaków. Największym przykładem jest powrót z Rubina do Lecha – Rafała Murawskiego. Oprócz niego warto odnotować powrót piłkarza, który w ostatnim czasie dostawał powołania do kadry – Adama Kokoszki. Stoper Empoli został wypożyczony do Polonii Warszawa. Również lider odkurzył Polaka zagranicą. Jagiellonia ściągnęła ze spadkowicza rosyjskiej ligi Bartłomieja Grzelaka.
Cieszy mnie aktywność polskich klubów na rynku, równowaga w kwestii przylotów jak i odlotów oraz poprawna kolejność wykonywania działań. Miejmy nadzieję, że oprócz ładnego wyglądu na papierze, nowi gracze pokażą też dobrą grę na zielonym prostokącie.