sobota, 29 stycznia 2011

Poprawna kolejność

Polskie kluby w zimowym okienku transferowym nie próżnują. Najpierw masowo sprzedawały swoich piłkarzy za granicę. Teraz po uzbieraniu odpowiednich funduszy, mamy tendencję całkowicie odwrotną. Otóż na Polskę nacierają zagraniczne zaciągi piłkarzy. Struna, Komołow, Gasparik, Arzumanjan, Pejović, Seratlić, Puri, Ubiparip, Cotra, Dokić, Michal Pesković, Elsner, Riski, Straton, Zigajevs, Genkow, Jaliens, Melikson, Siwakow, Abwo. 20! Prawie dwie jedenastki nowych zagranicznych piłkarzy będzie biegać po boiskach polskiej ekstraklasy na wiosnę. Oby tylko się sprawdzili. Większość z nich przyjechała do Polski „za frytki”, ale są też tacy, którzy dużo kosztowali. Popatrzmy na takiego Meliksona. Chłopak niby zadebiutował w reprezentacji Izraela, był wyróżniającym się piłkarzem w swojej drużynie, ale czy będzie w stanie podbić polską Ekstraklasę. Ciśnienie jest na nim wielkie, bowiem Wisła wydała na swojego nowego ofensywnego gracza blisko milion euro.
Dobrze, że po ucieczkach wyróżniających się piłkarzy, nadeszły też wielkie powroty do kraju Polaków. Największym przykładem jest powrót z Rubina do Lecha – Rafała Murawskiego. Oprócz niego warto odnotować powrót piłkarza, który w ostatnim czasie dostawał powołania do kadry – Adama Kokoszki. Stoper Empoli został wypożyczony do Polonii Warszawa. Również lider odkurzył Polaka zagranicą. Jagiellonia ściągnęła ze spadkowicza rosyjskiej ligi Bartłomieja Grzelaka.
Cieszy mnie aktywność polskich klubów na rynku, równowaga w kwestii przylotów jak i odlotów oraz poprawna kolejność wykonywania działań. Miejmy nadzieję, że oprócz ładnego wyglądu na papierze, nowi gracze pokażą też dobrą grę na zielonym prostokącie.

niedziela, 16 stycznia 2011

Fenomen Kloppa

Ludzie się kiedyś dziwili, co takie Mainz robi w Bundeslidze. Gra, jego piłkarze grają pod dyktando obecnie najlepszego niemieckiego trenera. To samo Mainz grało z Kloppem w europejskich pucharach. Bez fajerwerków. Później „Kloppomania” ucichła, zespół z Moguncji spadł do 2.Bundesligi. Sam trener został jednak na stanowisku i spokojnie przygotowywał zespół do powrotu do najlepszej ligi piłkarskiej w Niemczech. Przygotowywał, lecz został wyłowiony przez Borussię Dortmund. 2008/09 – 6. miejsce, rok później – 5. Minął kolejny rok i BVB jest zdecydowanym faworytem do zdobycia mistrzostwa Niemiec. 44-latek jest bardzo bliski sukcesu, choć jak sam mówi: „Naszym celem jest gra w przyszłym sezonie w Lidze Europejskiej”. Ten człowiek jest zupełną odmiennością polskiej mentalności. Wyobraża sobie ktoś drużynę w Polsce, która po półmetku sezonu ma 13 punktów przewagi nad wiceliderem i mówi, że walczy tylko o LE? Nie! U nas byłby już tak napompowany balon, że ten zespół albo odjechałby będąc na fali, albo zaczął seryjnie tracić punkty. No bo co? Pan Wojciechowski, nie odważyłby się powiedzieć, że mistrzostwo ma w kieszeni? Odważyłby się. Tak samo jak każdy inny człowiek zamieszany w polski futbol. O nie, przepraszam. Jest taki jeden człowiek. Obecnie trener nawet lidera ekstraklasy. Michał Probierz. Co prawda Jagiellonia ma przewagę taką samą jak Borussia, lecz bez jedynki z przodu i nie wiadomo co mówiłby w sytuacji Niemca. Ale przewagę ma i gdybyśmy kończyli teraz sezon zostałaby mistrzem kraju. A może trener Jagi nie chce pompować balonu, by go na wiosnę nie wyśmiano. By nie powiedziano: pompował i pękło. Bo pęknąć może. Zrobiła się już taka mała dziurka w tym balonie lecącym do mety o nazwie Mistrzostwo Polski. Ta dziurka została nazwana „Grosik”. Teraz od dobrych decyzji trenera i prezesa Kuleszy będzie zależało, czy ta dziurka zostanie dobrze „załatana”. Jeśli nie, może ona przeobrazić się w większą i ten tani czarnogórsko-polski materiał, mający służyć jako łata - zwany Seratlić-Grzelak, może nie wytrzymać. Balon pęknie, a Jaga wyląduje gdzieś na miejscu 3-5. Chyba, że po powrocie z Rosji, Grzelak okaże się innym piłkarzem niż przed wyjazdem, a Seratlić będzie odkryciem ligi. Niech i tak będzie, tego życzę panu Michałowi z całego serca, bo pokazał, że ma charakter i nie będziemy się za Jego zespół wstydzić w Europie.

niedziela, 2 stycznia 2011

Masowe odloty

To, że bociany na zimę odlatują z Polski do ciepłych krajów jest raczej pewne, ale nie spodziewałem się, że nasi piłkarze podczas tego zimowego okienka transferowego tak chętnie będą odchodzić z klubów z rodzimej ekstraklasy. Jedni „przepasowali” już swoje najlepsze lata i teraz zachciało im się dorobić troszkę zagranicą, inny po rundzie, w której popełnił zaledwie jeden kiks odchodzi do broniącego się przed spadkiem klubu tureckiej Superligi. Ostatni natomiast, bez wątpienia najbardziej wartościowy z wymienionej czwórki opuszcza swój statek. Swój okręt, którym miał wypłynąć w lutym w rejs do Portugalii, a przy odrobinie szczęścia może i zahaczyłby o Wyspy Brytyjskie. Z tego statku dowodzonego przez Jose Marię Bakero przenosi się do popularnych „Koziołków”, jak mówi się na zespół FC Koln w Niemczech. Trudno się mu dziwić, skoro zespół z Kolonii oferuje mu Eldorado finansowe, które mimo wysokiego kontraktu w Lechu porównywać i tak nie sposób. Nazwisk podawać nie muszę. Wszyscy znający się na futbolu wiedzą o kim mowa. Braciom spod Wawelu w Trabzonie pomoże na pewno ich dobry kolega ze wspólnych występów w krakowskiej Wiśle – Arek Głowacki. Ale czy nierozłączni bracia będą w stanie w drużynie lidera tureckiej ligi pokazać klasę? Byle tylko z naszego skrzydłowego w Niemczech nie zrobili sobie koziołka ofiarnego po spadku jego drużyny z ekstraklasy, no i żeby błyskawica (zielone błyskawice – tak mówi się w Turcji na zespół Konyasporu) nie trafiła po jakiejś feralnej interwencji polskiego bramkarza. Tego Nam jak i im życzę w nowym 2011 roku.