Miał oferty z lepszych klubów. Wiedział, że Wojciechowski go nie puści. Przecież zapłacił za niego milion Euro i chciał żeby strzelał dla niego regularnie bramki. Ale właściciel JW Constructions wpadł na genialny pomysł. Podpiszmy aneksy do umów. Zamroźmy 20% pensji i wypłaćmy więcej w przypadku awansu. Otwarła się furtka. Prawie wszyscy zostali, jednak dwóch wykorzystało otwarte drzwiczki i uciekło tyłem. Jeden póki co uciekł ale do klubu kokosa, drugi dzięki nieuwadze prezesa grał będzie przy wielotysięcznej publiczności czwartej drużyny poprzedniego sezonu Bundesligi – Hannoveru 96.
Sobiech nie jest głupi. Miał oferty, wiedział, że po dobroci nie odejdzie. Postawił się i dzięki temu mu się udało. Otworzył sobie drzwi do miejmy nadzieję pięknej kariery. Jeśli będzie w tym Hannoverze grał a nie tylko oglądał kolegów z ławki, czy trybun to może poważnie zagrozić innemu piłkarzowi występującemu na co dzień w Bundeslidze – Robertowi Lewandowskiemu. Nie chodzi mi tutaj jednak o kolejny spektakularny transfer, ale o miejsce w podstawowym składzie reprezentacji Polski n Euro 2012.
Artur więc wyszedł z tej potyczki zwycięsko, bo zyskał sportowo. A prezes Wojciechowski? Było, nie było, mimo iż Sobiech zagrał mu na nosie, to zainkasował 200 tysięcy Euro na czysto. Taka bowiem różnica była między transferem Sobiecha rok temu, a teraz. I jak tu tego pana nie lubić i o nim nie pisać…
czwartek, 30 czerwca 2011
piątek, 24 czerwca 2011
Drogi interes
Roman Abramowicz wyłożył za André Villas-Boas – trenera Porto astronomiczną, jak na trenera kwotę 15 milionów Euro. Sumę takową Portugalczyk miał wpisaną w kontrakcie i działacze Porto nie mogli nic poradzić na napalonego Rosjanina. Klauzula ta więc nabrała mocy, a utalentowany trener przeniósł się do Londynu, gdzie poprowadzi tamtejszą Chelsea. Villas-Boas kroczy podobną drogą, co Jose Mourinho. Dla przypomnienia obaj są Portugalczykami, obaj wygrywali najważniejsze europejskie trofea z Porto (Mou – LM, a Boas – Ligę Europy) oraz obaj z portugalskiego klubu przenosili się na Wyspy Brytyjskie. Ba, Boas – tak jak wcześniej Mourinho trafił do londyńskiej Chelsea. Żeby tego było mało, interesy obu panów reprezentuje ten sam manager – Jorge Mendes.
15 milionów Euro to kwota astronomiczna, jednak wydaje się, że Villas-Boas jest wart tych pieniędzy. Porto prezentowało nie tylko efektowny, ale i efektywny futbol w zeszłym sezonie. Zespół prowadzony przez Portugalczyka zdobył wszystko co mógł na krajowym i europejskim podwórku. Abramowicz zainwestował więc w towar ciepły i mało wadliwy. Miejmy nadzieję, że Portugalczyk zmieniając aurę z ciepłej portugalskiej na deszczową Anglię nie zmieni swoich przyzwyczajeń i wpoi swoim graczom chęć wygrywania i pokazywania piękna futbolu.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Nieprzyjemne pożegnanie
Tak się nie robi. Ikony drużyny tak się nie traktuje. Bo jeśli ktoś mi mówił o Lechu w ciągu kilku ostatnich lat miałem przed oczyma obraz udanej gry w europejskich pucharach, pięknego stadionu oraz pewną osobę ubraną w niebiesko-biały trykot. Chodzi mi tutaj o kapitana Lecha – Bartka Bosackiego. Teraz to już byłego kapitana. Siedział sobie ów człowiek na urlopie, wyciszył się zapewne i naładował na nowy sezon, bo przecież ma już prawie 36 lat więc regeneracja po ciężkim sezonie trwa dłużej. Wrócił z urlopu, a tutaj niespodzianka. Prezes Rutkowski oznajmił, że kontrakt nie zostanie przedłużony. Bosacki w ten sposób został na lodzie. Ale lód ten śliski, a Bosacki przypuszczam dobrze się po nim będzie poruszał i zamiast odbijać się od band trafi do jakiegoś innego ekstraklasowego klubu. Bo w kilku klasowego stopera z takim doświadczeniem brak.
Szkoda, że w Polsce nie docenia się wkładu zawodnika w dobro klubu. Porównam może trochę na wyrost, bo dużo nam do klasy Primera Division brakuje, a do Realu Madryt tym bardziej. Jednak tam potrafili się pięknie pożegnać z żelaznym polskim rezerwowym – Dudkiem. Tutaj ciężko zachować godność wobec ikony klubu i kapitana drużyny. Nieładnie panie Rutkowski…
piątek, 17 czerwca 2011
Tureckim targiem
Józef Wojciechowski pokazał, że tanio swojego najlepszego zawodnika nie sprzeda. Tak też się stało. Turcy dawali 4 miliony Euro. Nie zgodził się. I dobrze, bo wyciągnął za swojego lidera dużo więcej. 21 mln złotych, czyli w przeliczeniu 5,3 mln Euro. Tyle zainkasował właściciel Czarnych Koszul.
Turcy uparli się na transfer tego zawodnika. My możemy się tylko cieszyć, że kolejny Polak dołączył do będącej w Trabzonie naszej trójki. Do braci Brożków i Głowackiego doszedł Mierzejewski. Dla naszej kadry to informacja doskonała, bowiem Adrian jeśli będzie w formie, to grać będzie na pewno. Przecież przy jego sprowadzeniu najbardziej upierał się coach wicemistrza Turcji, i to nie było kto, bo sam Senol Gunes. Człowiek, który m.in. jako selekcjoner reprezentacji Turcji na mundialu w 2002 roku zdobył brązowy medal. Powodzenia Adrian!
Subskrybuj:
Posty (Atom)