piątek, 29 kwietnia 2011

Wszędzie dobrze…

Myślałem, że pomyliły się komuś daty lub po prostu jednemu z serwisów internetowych popsuł się silnik. Czułem, że miał to być news zaplanowany na 1 kwietnia, ale w szeregi strony wkradł się jakiś chochlik i dziś ujrzał światło dzienne. Wchodzę na kolejną stronę i co? To samo. Rezerwowy piłkarz stołecznej Legii – Alejandro Cabral otrzymał powołanie na towarzyskie spotkanie Argentyny z Nigerią. To poważny sprawdzian Albicelestes, w którym selekcjoner błękitno-białych chce sprawdzić piłkarzy grających w Europie.
Ciekaw jestem, czy w tym powołaniu ma interes jakiś menedżer, Maciek Skorża nie poznał się na Argentyńczyku w Legii, a może ktoś musi nosić piłki gwiazdom reprezentacji?
Według przysłowia, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Cabralowi w Legii może nie aż tak dobrze, ale w ojczyźnie widocznie jeszcze o nim pamiętają.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Dlaczego?

Mijają echa trzeciego z czterech wielkich spotkań kwietnia. 1-1-1, śmiem twierdzić, bo w lidze remis, puchar ma Real a w LM dalej przejdzie zapewne Barcelona. Mecz podobny do poprzednich – ogromna przewaga Katalończyków w posiadaniu piłki, duża agresywność Realu i wyczekiwanie na kontrę.
Plan „Mou” spalił jednak na panewce. Pomógł w tym arbiter spotkania – Wolfgang Stark. Moim zdaniem przesadził z czerwoną kartką dla Pepe. Co prawda w innej akcji, oszczędził Adebayora, który brutalnie faulował dwóch piłkarzy Barcelony. Ale praca sędziego nie polega przecież na podejmowaniu pochopnych decyzji i „poprawianiu” złych decyzji, jeszcze gorszymi. Przecież, gdy faulował Adebayor było już po meczu.
Dlaczego tak jest? - pytał Jose Mourinho na konferencji prasowej po meczu. Ciężko samemu odpowiedzieć na to pytanie. Paradoksem tego wszystkiego jest to, że nazwisko sędziego Starka w tłumaczeniu oznacza silny, mocny. Sam arbiter jednak wyraźnie nie lubi futbolu siłowego, a pomagając Barcelonie pomógł w awansie do finału … mocniejszej Barcelonie.

sobota, 23 kwietnia 2011

Serious

Słowo to przekładając z angielskiego na nasze oznacza poważny. No i dziś trochę o podobnych wyrazach wizualnie. Wisła przegrała. Poważnie. Nie kłamię. Po raz pierwszy od 11 spotkań. Zatrzymał tę serię nie kto inny, a Orest Lenczyk. Jego Śląsk wypunktował na Oporowskiej lidera Ekstraklasy. A pamiętamy, że kolejkę wcześniej zespół z Wrocławia zakończył swoją passę (14 meczy bez porażki). Nestor nie mógł pozwolić, by ktoś inny miał dłuższą serię bez porażki w tym sezonie. I tak się stało.
Serial o treści Ekstraklasa trwać będzie dalej. Wydawało się, że Wiślacy są murowanym kandydatem do mistrzostwa w tym sezonie. Ba, nawet mówiono już o wzmocnieniach odnośnie Ligi Mistrzów. Troszeczkę to wszystko na wyrost, bowiem najpierw trzeba zrobić jeszcze robotę w lidze. Jaga dojechała już na trzy punkty. Jest zdecydowanie zbyt blisko, by cieszyć się z mistrzostwa.
Lubię te wyrazy rozpoczynające się na literki se. Ten sezon będzie jeszcze ciekawy, senny na pewno nie.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Punkt siedzenia

Pierwsza z czterech bitew zakończona. Moim zdaniem w miarę sprawiedliwie – remisem. Było to całkiem inne spotkanie, niż tamto na Camp Nou (5:0 dla Barcy). Real grając o jednego mniej potrafił w końcówce zdominować Blaugranę i zdobyć wyrównującego gola.
Gola, którego raczej być nie powinno, bo kontakt Daniego Alvesa z Marcelo przy rzucie karnym był równie wątpliwy co czerwona kartka dla Albiola kilkanaście minut wcześniej. Ale wielki „Mou” pogadać sobie musi. Tym razem narzekał na sędziego, choć dzięki niemu właściwie ten mecz w ogóle zremisował. Bo przecież w pierwszej połowie w polu karnym Królewskich w podobnej sytuacji faulowany był Villa, a arbiter bał się pokazać na wapno.
Jak widać, wszystko zależy od punktu siedzenia. Bo dziwne, że jeden trener widział faul na czerwoną kartkę, drugi na żółtą. A w innej akcji ten drugi domaga się jedenastki, a pierwszy łapie się za głowę po decyzji arbitra.

niedziela, 10 kwietnia 2011

To na pewno nasza liga?

Niesamowite tempo, cztery bramki, odwrócenie losów spotkania, dwa niewykorzystane rzuty karne, dwie czerwone kartki i gol samobójczy w ostatniej minucie. Scenariusz niczym z jednego z najciekawszych spotkań angielskiej Premiership. Jednak to polska Ekstraklasa. Do teraz przecieram oczy ze zdumienia. Przeczuwałem, że będzie to dobry mecz, ale to, co pokazali piłkarze na Stadionie Miejskim w Kielcach przerosło moje oczekiwania.
Chwaliłem we wcześniejszych artykułach Małeckiego i jego Wisłę. Mimo dobrego spotkania, „Biała Gwiazda” musi dostać dziś jednak ode mnie po głowie. Niespełna tydzień temu przewidywałem, że sprawa mistrzowskiego tytułu została przesądzona. Obiektywnie patrząc dziś na tabelę, Wisła wcale mistrzem być nie musi. Ma tylko 6 punktów przewagi nad drugą Jagiellonią. A kolejek zostało przecież jeszcze 9.
Skłaniałem się ku Małeckiemu w kadrze. I skłaniał się będę dalej, ale szkoda tej niewykorzystanej jedenastki w meczu z Koroną. Bo o tym, że Edi nie trafił z 11 metrów kilkanaście minut wcześniej nikt by nie pamiętał, gdyby „Mały” pokonał Małkowskiego.
No i słówko o sytuacji z 93 minuty. Szkoda mi tego Wilka. Chłopak przecież z Korony jest. Kilka lat tam spędził, zadebiutował w Ekstraklasie. Teraz jednak przywdziewa trykot Wisły. W niedzielne popołudnie chyba się zapomniał i skierował piłkę do własnej bramki. To znaczy tej Wisły. Ucieszył tym niezmiernie kibiców Korony, ale przecież on teraz gra dla Wisły. Zagmatwane to wszystko, jednak pewne jest to, że tym zagraniem Wilk przedłużył szansę Jagi na walkę o mistrzostwo.


piątek, 8 kwietnia 2011

Nokaut

Myślałem, że o walce bokserskiej i nokautach najgłośniej będzie w niedzielę po walce Adamka. Świat znowu zaskakuje. Oglądam Polonię z Lechem. I co widzę? Najpierw coś w stylu MMA -cios łokciem w głowę. Później patrzę, a Ebi po raz kolejny, niczym miejmy nadzieję Adamek jutro, powala cięższego od siebie o kilkanaście kilo Arboledę. Kibice mieli mały przedsmak jutrzejszej walki, która pewnie zakończy się podobnie. Ten mniejszy i lżejszy wygra. Dziś jednak Ebi zobaczył czerwoną kartkę za swoje brutalne zagranie, bo jemu pomyliły się dyscypliny. Niech się cieszy, że jego Polonia dziś pokonała (jeszcze) mistrza kraju – Lecha 1:0. Korespondencyjny pojedynek wygrał więc Zieliński. To pokazuje, jak pochopną decyzją było wyrzucenie go z ekipy Kolejorza. 
Tak na marginesie, Ebiemu dziś było czerwono przed oczami. Oby Adamek jutro po walce dostał zielone światło na walkę o mistrzostwo świata z Kliczką.

Zburzyli mur

Po wcześniejszych wypowiedziach pana Michaella Muellera można było przypuszczać iż dni prezesa Górnika Zabrze – Łukasza Mazura są policzone. Prezes po posiedzeniu rady nadzorczej został odwołany ze swojej funkcji. Powód? Brak realizacji planów. Hmm… Coś mi tutaj nie gra. Przecież Mazur obejmował stanowisko, gdy Górnik był jeszcze w I lidze i to daleko od wymarzonego awansu. Cel jednak został osiągnięty – „Trójkolorowi” wrócili do Ekstraklasy w ciągu jednego sezonu. Żeby tego było mało po 20 kolejkach zajmują piątą lokatę w ligowej tabeli. To jest brak realizacji planów? Chyba, że chodzi o finanse… No przepraszam bardzo, ale to nie pan Mazur podpisał lukratywne kontrakty z piłkarzami grającymi teraz w Serie B. Szkoda tylko, że nie tej włoskiej, tylko naszej polskiej  klasie B.
Jak widać w Zabrzu nie oglądano się na kibiców, którzy jak to mówili stali murem za Mazurem. Żeby tylko po odejściu prezesa, kibice nie poszli w Jego stronę…

Niegrzeczny

Konfliktowy, arogancki, nie szanuje starszych. Można długo wymieniać. Liczyłem, że się odrodzi. Nawet zależało mi żeby pokazał ten swój charakterek na boisku i pomógł Jagiellonii w walce o mistrzostwo. No i pokazał. Szkoda, że nie na boisku. Albo może i na boisku? Może gdzieś na treningu? Nie wiemy dokładnie, bo kontrakt został rozwiązany na wniosek sztabu szkoleniowego. Może znowu podpadł swojemu przełożonemu. Przeszłoby to gdyby chociaż coś na boisku pokazywał, ale grał przeciętnie żeby nie powiedzieć słabo. Zresztą jak cała ta wiosenna Jagiellonia. Serb znalazł już sobie klub do trenowania. Jest to FK BSK Borča. Wrócił więc do ojczyzny ten krnąbrny napastnik. Zrobił tym i dobrze sobie i chyba nam wszystkim w Polsce, bo jeszcze coś panu Lenczykowi by się stało gdyby go po raz kolejny zobaczył. A szkoda byłoby gdyby nestor zawracał sobie głowę tym zawodnikiem, skoro ustawił już swój zespół tak, że nie przegrywa. I to od 13 meczy. Do videnja chciałoby się powiedzieć Vukowi na odchodne…

niedziela, 3 kwietnia 2011

Mistrza już znamy

Łudziłem się w zimie, że będzie to sezon, w którym co najmniej dwie drużyny będą walczyć do ostatniej kolejki o mistrzostwo Polski. Po pięciu kolejkach rundy rewanżowej jestem bardzo zniesmaczony. Myślałem sobie – Jaga, Legia i Wisła na pewno wytrzymają tempo, bo przecież 15 kolejek to nie aż tak dużo. Nie wiem tylko czy w Białymstoku i stolicy nie wytrzymano ciśnienia, czy Wisła zdenerwowała się ślimaczym tempem grupy pościgowej. Jedno jest pewne, przy tak słabej konkurencji – Wisła będzie mistrzem kraju.
A w meczu na szczycie, Frankowski znowu nie wytrzymał presji. Nie wykorzystał karnego – już drugi raz w tej wiosny. Traci na tym jednak nie tylko Jaga, ale my Polacy. No bo jak nasi w kadrze mają strzelać, skoro ich trener napastników marnuje jedną jedenastkę za drugą…

sobota, 2 kwietnia 2011

Lepszy od pecha

Dużo osób go krytykowało, że za mało futbolu na treningach, że za dużo zajęć siłowych. A jednak, dopina po raz kolejny swego. Mowa o polskim nestorze w Ekstraklasie – Oreście Lenczyku. Mimo niespełna 69 lat, doświadczony trener po objęciu dołującego na początku sezonu Śląska Wrocław, posiada obecnie najdłuższą serie w lidze bez porażki. Mało tego, Śląsk jest szósty w ligowej tabeli i traci zaledwie dwa punkty do obecnie trzeciej Lechii (zmieni się to jeśli Legia zdobędzie dziś punkty z Ruchem). Lenczykowi nie przeszkodziły nawet kłótnie z Vukiem Sotiroviciem. Niepokorny Serb, nie potrafił porozumieć się z nestorem i musiał opuścić klub. Dokładne szczegóły znają jednak tylko Oni. Na dziś wyszło jednak na Lenczyka.
A seria trwa w najlepsze. Nawet mistrz Polski – Lech, na własnym stadionie nie potrafił pokonać zespół z Wrocławia. I to mając już 2:1 w Poznaniu. Dał jednak wydrzeć sobie komplet punktów za sprawą Sztylki. A przecież był to już 13 (!) mecz bez porażki Śląska w lidze.

piątek, 1 kwietnia 2011

Znów cisza

Polacy kolejnym żenującym występem pokazują nam swoją niemoc. Nasza reprezentacja po raz kolejny bez stylu, nie zdobyła bramki. Zremisowała tylko z sennie grającą Grecją. Szkoda, że nie potrafiliśmy wykorzystać tej senności Greków, tylko daliśmy się w nią sami wprowadzić. Dzięki temu mecz stał na bardzo niskim poziomie, a tempo rozgrywania akcji (szczególnie w drugiej połowie) było bardzo wolne. Nie zgodzę się ze słowami selekcjonera Smudy, który mówił, że wcale nie było to złe spotkanie. Owszem było panie Franciszku. Tak słabo grających drużyn na Euro będzie bardzo mało lub wcale. Więc zadawalanie się 1 punktem i tłumaczeniem, że to byli mistrzowie Europy wydaje się śmieszne. Minęło przecież 7 lat od tego sukcesu Greków. Sukcesu, który był sensacją niebywałą. Będąc w takiej formie, rozmiar sensacji z 2004 porównałbym z tym, że Polacy wyjdą z grupy na „naszym” Euro.
Cisza na planie, zdają się wołać zazwyczaj reżyserzy na planie filmów. W polskiej kadrze ta cisza trwa za długo. Cisza z przodu, bo nie ma bramek i cisza z tyłu, bo Żewłakow z kadrą się we wtorek pożegnał. A przy nim nawet Arek Głowacki wyglądał co najmniej poprawnie.