niedziela, 29 maja 2011

Kosmos

Wielkie widowisko to było. Szkoda, że jednostronne. Barcelona pokazała wszystkim jak gra się ówcześnie w piłkę nożną. Takie mecze przechodzą do historii. Nie pamiętam finału Champions League, kiedy jedna z drużyn oddała tylko jeden celny strzał na bramkę. To świadczy o klasie i formie drużyny z Katalonii. 
W sobotni wieczór mieliśmy jak na tacy porównanie drużyny technicznej, która złożona jest z wielu niskich piłkarzy z ekipą, która budowana jest w oparciu o piłkarzy dobrych fizycznie. Wygrała technika i piękno futbolu. Posiadanie piłki 63%-37%, strzały celne 12-1. To wszystko na korzyść Barcy. 3:1 to był najniższy wymiar kary i chyba nawet kibice Czerwonych Diabłów zgodnie przyznają, że puchar podniósł kapitan drużyny o niebo lepszej.
Nie wiem tylko, czy Manchester to kosmonauci, czy Barcelona gra futbol kosmiczny... 

sobota, 28 maja 2011

Będzie głośno

Już dziś wielkie święto futbolu na świecie. Finał Ligi Mistrzów. Najlepsze dwie europejskie drużyny (bo chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości) zmierzą się dziś na Wembley w finale najbardziej cenionych rozgrywek klubowych. Nie mam wątpliwości, że będzie to świetne widowisko. Mistrzowie dwóch najlepszych lig na świecie. Bo Premiership i Primera Division to absolutny „czub”. Brakować będzie jedynie, tego szumu medialnego, który zapewniał coach Realu – Jose Mourinho. Rok temu ten szum był, ale widowisko nie było najwyższych lotów. Miejmy nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Ciszej na konferencjach, za to baaardzo głośno na boisku. Bo i kibice będą, mimo tego iż ktoś sobie zażartował z tą płachtą o zamknięciu trybun Wembley na wniosek prezesa polskiej rady ministrów.
Oby ten mecz też był bardziej wyrównany niż dwa lata temu, kiedy Barcelona w finale pokonała Czerwone Diabły 2:0. Tym razem o strzelanie nie będzie tak łatwo, bo w bramce MU stanie po raz ostatni w swojej karierze Edwin van der Sar, który będzie chciał za wszelką cenę zawiesić buty, czy też rękawice na kołku będąc na szczycie.

niedziela, 15 maja 2011

Kamraci

Wisła wykonała plan, który miała na niedzielne derby Krakowa. Pokonała rywala zza miedzy, przypieczętowała mistrzostwo i przybliżyła Cracovię do spadku z Ekstraklasy. „Biała Gwiazda” została po raz trzynasty mistrzem Polski. Tym razem na trzy kolejki przed końcem rozgrywek. Teraz czas na rozglądanie się nad potencjalnymi wzmocnieniami. Może tym razem uda się polskiej drużynie awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów? Oby. Trzymamy więc wszyscy (mam nadzieję, że całemu narodowi będzie na tym zależeć) kciuki za Wisełkę w eliminacjach Champions League.
Jeśli chodzi o Pasy, to są wciąż w strefie spadkowej. Dużo zależeć będzie jednak od następnej kolejki, gdzie „kamraci” Cracovii w walce o utrzymanie, czyli Arka i Polonia Bytom zmierzą się w bezpośrednim pojedynku.
Walka o pudło trwać będzie do końca. Duże prawdopodobieństwo ustawienia drużyn na podium jest takie, że oprócz Wiślaków znajdą się też ekipy Śląska i Lechii. Wtedy mielibyśmy do czynienia z iście braterskim podziałem łupów w lidze. Przecież te drużyny mają ze sobą zgodę, a więc są… kamratami.

czwartek, 12 maja 2011

Gra na alibi

Decyzja PZPN-u o zamknięciu sektorów gości do końca sezonu woła o pomstę do nieba. Przez jeden wybryk pseudokibiców na finale Pucharu Polski, cierpi cała piłkarska Polska. Cierpią kibice, bo nie mogą pojechać na „wyjazd”. Cierpią działacze bo w minimalnym, ale zawsze jakimś stopniu wpływ z biletów jest mniejszy. I cierpią piłkarze, bo spotkanie bez fanatyków przyjezdnych to nie taki sam mecz, jak z kibicami obu drużyn.
PZPN gra na alibi. Chce zapobiec jakimkolwiek złym wydarzeniom, które miałyby odbyć się na stadionie. Szkoda tylko, że poszli po najmniejszej linii oporu. Przecież można było zaradzić temu problemowi w inny sposób. W innych krajach radzą sobie z demolkami kibiców. Ten kto oglądał w Bundeslidze mecz spadającego Eintrachtu to wie o czym mówię. Tam od razu uporano się z około setką kibiców. Ale po co u nas się przemęczać? Przecież teraz „wszystko” będzie super…
A teraz tak pół żartem pół serio, wpuścimy kibiców gości na mecze Euro?

środa, 4 maja 2011

(Mało)perfekcyjni

Finał Pucharu Polski – w tym sezonie mecz dwóch wielkich firm, dwóch wielkich polskich drużyn. Również mecz, który miał uratować w pewnym sensie sezon dla jednej z drużyn. I uratował Legię, a co za tym idzie Macieja Skorżę. Lech miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. Prowadząc 1:0 z kiepską Legią należało dobić rywala. Tak się jednak nie stało i po raz kolejny przekonaliśmy się, że obecny jeszcze mistrz Polski to nie ta sama drużyna, co w ubiegłym sezonie.
Popis dała też chuliganka obu klubów. Strajk na początku meczu, burdy po meczu, zniszczony stadion, zniesmaczeni przedstawiciele UEFY, którzy przyjechali zobaczyć… jak Polska radzi sobie z organizacją imprez. Wypadliśmy pod względem organizacyjnym bardzo słabo. Wręcz kompromitująco. Cieszę się, że Legioniści byli tak perfekcyjni w tych rzutach karnych. Strach się bać, co by było z Wawrzyniakiem, gdyby nie trafił do bramki Kotorowskiego przy decydującej jedenastce…

wtorek, 3 maja 2011

Komedia

Sezon piłkarski 2010/11 w polskiej Ekstraklasie jest naprawdę śmieszny. Nie dość, że nikt nie chce zostać mistrzem Polski, prawie wszyscy bronią się przed spadkiem. Żeby tego było mało, Ci broniący przed spadkiem mają jeszcze szanse na europejskie puchary. To jest śmieszne. Do tego dochodzą problemy organizacyjne klubów. Kilka z nich nie płaci i trzeba to sobie powiedzieć otwarcie. Wyszła na jaw sprawa Widzewa. Piłkarze zaczęli strajkować, nie wyszli na trening. Prawidłowo. Mają grać za darmo? Nie. Za co wykarmią rodzinę? Za przysłowiowe „frytki”. Jeżeli jest kontrakt, to trzeba się wywiązywać z obowiązków, a jak się nie da – to przynajmniej trzeba potrafić się dogadać z zawodnikami. Żeby komedii nie było. Bo żeby się pośmiać to wolę do kina iść. Chociaż do śmiechu tu nie powinno być nikomu, bo to chyba komedia tragiczna jest, żeby w co najmniej 4 ekstraklasowych klubach słychać było o braku pensji (Górnik, Ruch, Widzew, Polonia B.).