wtorek, 26 lipca 2011

Pozostał stempel

Nasza Wisełka po zwycięstwie nad Litexem w Łoweczu jest bardzo bliska przejścia do ostatniej – czwartej rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów. „Biała Gwiazda” wynik ugrała niemalże idealny. Grając na wyjeździe strzeliła dwie bramki, tracąc zaledwie jedną. To naprawdę duży handicap przed spotkaniem rewanżowym w Krakowie.
Nie wnikajmy w to, że arbiter się mylił (choć robił to w obie strony). Nie przypominajmy już, że Bułgarzy dwukrotnie obijali poprzeczkę. Po co to robić? Zapamiętajmy, że Wisła po bramkach Lameya i Meliksona pokonała mistrza Bułgarii. I niech tak zostanie. Przy Reymonta przybije się jeszcze tylko stempel i wyśle tę „pocztówkę” z zapytaniem o ostatnią przeszkodę przed piłkarskim rajem. 
Jakiej wiadomości nie byłoby w tej pocztówce, jestem w stanie stwierdzić, że Wiślacy w tym sezonie rzeczywiście mogą awansować do fazy grupowej. Początkowo byłem do tego nastawiony sceptycznie. Pierwszy mecz ze Skonto szału nie zrobił. Drugi był ok. Teraz wynik z Litexem bardzo pozytywny i zaczynam bardzo wierzyć w zespół Maaskanta. Wróćmy jednak do rzeczywistości i przybijmy w przyszłym tygodniu ten stempel. Bo jak tego nie zrobimy to nie Wisła, a Litex będzie pytał o rywala w czwartej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.

czwartek, 7 lipca 2011

Warzywniak


Po wyjazdowym meczu rewanżowym Jagiellonii w pierwszej rundzie eliminacyjnej Ligi Europejskiej nasuwa mi się na myśl jeden temat. Temat, który widnieje na samym szczycie tego wpisu. Tak, warzywniak. Otóż ten pospolity sklep miał niestety dziś dużo wspólnego z meczem przeciwko Irtyszowi.

Patrząc na grę drużyny z Białegostoku nie potrzebna nam była cebula, żeby się popłakać. Niestety były to łzy smutku. Żeby tego było mało, pokonał nas zespół… ogórków. Bo inaczej ekipy z Kazachstanu nazwać się nie da. Od razu nasuwa mi się pomysł rzucania w naszych kopaczy pomidorami. Kopaczy, którzy zrobili sobie z nas jaja. Gdybym był rasistą, rzucałbym też bananami w ciemnoskórego piłkarza Kazachów, który strzelił bramkę na 1:0. Jestem jednak tolerancyjny. Nasi piłkarze (?) nie mieli pomysłu na grę, a ich jedyną bronią było zagranie „na kabaczka”. Kabaczek, jako warzywo chude i podłużne przypominało sposób gry Jagi w czwartkowym pojedynku. Krótko mówiąc, nasi gracze starali się grać długą piłką na niegrzeszących wzrostem: Frankowskiego, Plizgę, Kupisza czy Maycona. Po tej potyczce, wszyscy w Polsce jesteśmy zdegustowani poziomem naszego futbolu. Po Tallinie, Karabachu itp. przyszedł czas na pośmiewisko z Jagiellonii. Po takim występie-wstydzie podopieczni Probierza i on sam powinni być czerwoni jak buraki.

Już tak podsumowując. W każdym szanującym się warzywniaku, właściciel, czy też pracownicy wyrzucają po dniówce jakieś zgnite warzywa czy owoce. Łącząc fakty, domagałbym się tego samego w Jagiellonii, szkoda tylko, że do ligi zostało nieco ponad trzy tygodnie. Więc nie wiem czy urosłoby w tym czasie coś nowego na tych krzakach. Już chyba lepiej zakryć jakoś niedomówienia i spróbować sprzedać wadliwy towar… Może nikt się nie zorientuje?

piątek, 1 lipca 2011

Gliwickie ruszenie

Nie często mamy do czynienia z takim obrazkiem. Po nieudanym sezonie i niezrealizowanych celach przeważnie wyrzucany jest trener. Tym razem, mimo usilnych starań kibiców Piasta, Marcin Brosz pozostał na stanowisku trenera pierwszej drużyny.
Sprawa o tyle ciekawa, że chyba żaden kibic gliwickiego klubu nie chce widzieć już Brosza i spółki na Okrzei. W Piaście zrobiono inaczej niż wszędzie. Stwierdzono, że to nie sztab szkoleniowy jest winny, ale piłkarze. Z klubem pożegnali się już Chałbinski, Szary, Krzycki, Podgórski, Kozik, Muszalik, Iwan, Biskup oraz Maycon, który nie został wykupiony z Jagiellonii. Żeby tego było mało odszedł piłkarz kojarzony od lat z tym klubem. Mowa o Jarosławie Kaszowskim. Po 14 sezonach, wychowanek Piasta nie dogadał się z działaczami w sprawie nowego kontraktu i już w klubie go nie ma. Oczywiście jak to w Polsce. Miłego pożegnania nie było. Będzie za to prawdopodobnie sąd, bowiem zawodnik twierdzi, że miał z władzami klubu umowę, na mocy której może grać dla Piasta jeszcze przez kolejny rok. Klub zaprzecza.
Po tym gliwickim ruszeniu wcale nie dziwię się, że w tamtym sezonie było tak kiepsko. Ślepy by zauważył, a głuchy usłyszał, że w Piaście były problemy na linii zawodnicy-trener. Teraz mamy jednak czystkę. Z klubu odeszli praktycznie wszyscy, którzy w szatni mieli coś do powiedzenia. Ciekawe tylko, z kogo Brosz poskleja swój nowy zespół. Oby to się nie skończyło drugą ligą w Gliwicach, bo przy obecnym stanie kadrowym na nic więcej jak utrzymanie Piasta nie stać.
A przecież szkoda byłoby tego stadionu w drugiej lidze…

Nie ma gdzie

Mecz o Superpuchar Polski nie odbędzie się w pierwotnym terminie. Taką decyzję podjęła Ekstraklasa SA. Podobno odbędzie się w lutym 2012. Powód? Ta decyzja została podyktowana m.in. tym, że nie udało się znaleźć neutralnego stadionu, na którym mecz mógłby zostać rozegrany w pierwotnym terminie.
Super. My to zawsze mamy wszystko na opak. Pytam się jak to nie ma gdzie zagrać? Co to, mało stadionów powstało w Polsce? Lepiej zagrać w lutym na narodowym w Warszawie… Tylko co to za Superpuchar, który jest w przerwie między rundami. Nie znam kraju gdzie praktykuje się coś tak snobistycznego. Jak wprowadzać jakieś innowacje to na lepsze. Przecież aż miło byłoby popatrzeć przed sezonem na starcie mistrza kraju – Wisły i zdobywcy pucharu – Legii. Legii, która wzmacniając się sukcesywnie będzie chciała „Białej Gwieździe” odebrać prym w kraju. Po co jednak kibice mieliby pooglądać ciekawy mecz polskich najlepszych drużyn w trakcie wakacji i lata. Lepiej przecież zorganizować go w lutym, w środku zimy. Ironizuje, bo inaczej się niestety nie da.
Niech Wam na tym Superpucharze tyłek do krzesła z mrozu przymarznie. Bo jak mówi słynny kawał - na górne partie ciała już za późno. Oj zapomniałem, przecież ważniaki polskiej piłki pewnie będą siedzieć w ciepłych pomieszczeniach…