Od wczoraj wiemy, że nasz jedynak w europejskich rozgrywkach i zarazem największe rozczarowanie sezonu w Ekstraklasie – Lech Poznań w 1/16 Ligi Europy zmierzy się ze „spadkowiczem” z Ligi Mistrzów – Sportingiem Braga. Drużyną, która poznała co to Champions League i wie jak trudno wyjść z grupy w tych rozgrywkach. Nasze kluby nie znają tego odczucia i przypuszczam, że w przyszłym sezonie również nie poznają. Powód jest taki, że nasz najbardziej ograny zespół na europejskim podwórku zajmuje obecnie w lidze 11 miejsce i ze stratą 11 punktów do prowadzącej Jagi nie jest raczej w stanie obronić mistrzostwa. Wróćmy jednak do wczorajszego losowania, „Kolejorz” tak jak zresztą chciał dostał rywala z zachodu. Przeciwnikiem Lecha nie będzie żaden ukraiński czy też rosyjski potentat finansowy. Nie twierdzę jednak, że z takowym zespołem, nasz „Leszek” by sobie nie poradził. Wręcz przeciwnie – łatwiej kontrowałoby się ataki chociażby Zenitu Sankt Petersburg aniżeli grającej podobnym do naszej drużyny stylem ekipy Sportingu Braga. To będzie istna wymiana ciosów. Dużym handicapem w pierwszym meczu tych drużyn mogą być warunki atmosferyczne. 17 lutego to przecież końcówka zimy, srogiej zimy w Polsce. Jak wiemy z ostatnich doświadczeń południowcy – jak chociażby Juventus, który na papierze prowadził 2:0 przed meczem, zremisował na oblodzonym i zaśnieżonym boisku w Poznaniu 1:1. Tydzień później w Bradze przypuszczam, że Poznaniacy będą grali z zaliczką co najmniej jednej bramki. Moje przypuszczenia będą mogły być jednak spełnione jeżeli Lech dobrze zadziała w zimowym okienku transferowym. Przed dwumeczem z wicemistrzem Portugalii nie można się osłabić. Znając jednak polską mentalność może być zupełnie odwrotnie, czego przykładem jest chociażby Wisła, która przed walką o europejskie puchary seryjnie sprzedaje swoje gwiazdy lub wymienia połowę składu. Nadzieja jest, bowiem Lech jest mądrzej zarządzany. Owocem tego jest chociażby nowy kontrakt podpisany przez Kolumbijczyka (?), czy może już w niedalekiej przyszłości Polaka – Manuela Arboledę. „Maniek” jest bowiem trzonem poznańskiej defensywy i jeżeli ktoś ma wspólnie z Bosackim powstrzymać brazylijsko-portugalski atak Sportingu to własnie czarnoskóry stoper. Na dziś jestem optymistą. Jedno jest pewne, Lechici nie mogą zapominać o tym, że istnieje szansa na zrewanżowanie się Sparcie Praga za porażkę w tegorocznych eliminacjach do LM. Los przydzielił bowiem Spartę do pojedynku z Liverpoolem, a zwycięzce tego spotkania do wygranego z pary polsko-portugalskiej. Żeby się tak jednak stało Czesi muszą pokonać wielki Liverpool, a Lech musi okazać się lepszy od Sportingu Braga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz