środa, 9 marca 2011

Przewrotne życie

Dzięki wielu szczęśliwym okolicznościom, Wojciech Szczęsny bronił ostatnio regularnie w Arsenalu Londyn. Limit szczęścia spowodowany kontuzjami rywali do miejsca w bramce „Kanonierów” się skończył. Nie chodzi jednak o powrót Almunii i Fabiańskiego (wciąż leczy uraz) do świetnej dyspozycji. Tym razem kontuzji doznał polski golkiper i to w najmniej oczekiwanym momencie… Życie płata różne figle, a to Szczęsnego jest bardzo przewrotne. Pod koniec 2008 roku złamał obie ręce podczas treningu na siłownii, rok temu był zawodnikiem trzecioligowego Brentford, przez ostatnie miesiące stał się kluczową postacią w ekipie Arsena Wengera i powstrzymał w 1/8 finału Ligi Mistrzów na Emirates – Barcelonę (2:1). Oprócz tego zawinił do spółki z niedoszłym reprezentantem Polski – Laurent’em Koscielnym przy decydującej bramce w finale Carling Cup (2:1 dla Birmingham). Wczoraj jego kariera weszła w kolejny ostry zakręt. Była 17. Minuta meczu, rzut wolny z odległości ponad 30 metrów. Do piłki podszedł Dani Alves, jednak Polak złapał ją bez problemów. Sęk w tym, że zrobił to tak nieszczęśliwie, że chwilę później opuścił boisko. Kto wie, co byłoby gdyby Wojtek rozegrał na Camp Nou pełne 90 minut. Może Arsenal wyjechałby z większym bagażem goli, a może Polak byłby wielkim bohaterem Arsenalu. Bo wątpie, żeby przy rzucie karnym Messiego, Szczęsny został w środku i tylko uklękł przed najlepszym piłkarzem świata 2010 roku. Tak zrobił Jego wczorajszy zmiennik – Almunia i m.in. dzięki tej bramce Arsenal odpadł z Champions League.
Panie Wojtku, proszę wracać do zdrowia bo liczy na pana Wenger, no i oczywiście Smuda, który konsekwentnie pomija w swoich powołaniach innego świetnego polskiego golkipera. Polaka, który broni poprawnie i przede wszystkim regularnie w mocnej Serie A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz