Nie często mamy do czynienia z takim obrazkiem. Po nieudanym sezonie i niezrealizowanych celach przeważnie wyrzucany jest trener. Tym razem, mimo usilnych starań kibiców Piasta, Marcin Brosz pozostał na stanowisku trenera pierwszej drużyny.
Sprawa o tyle ciekawa, że chyba żaden kibic gliwickiego klubu nie chce widzieć już Brosza i spółki na Okrzei. W Piaście zrobiono inaczej niż wszędzie. Stwierdzono, że to nie sztab szkoleniowy jest winny, ale piłkarze. Z klubem pożegnali się już Chałbinski, Szary, Krzycki, Podgórski, Kozik, Muszalik, Iwan, Biskup oraz Maycon, który nie został wykupiony z Jagiellonii. Żeby tego było mało odszedł piłkarz kojarzony od lat z tym klubem. Mowa o Jarosławie Kaszowskim. Po 14 sezonach, wychowanek Piasta nie dogadał się z działaczami w sprawie nowego kontraktu i już w klubie go nie ma. Oczywiście jak to w Polsce. Miłego pożegnania nie było. Będzie za to prawdopodobnie sąd, bowiem zawodnik twierdzi, że miał z władzami klubu umowę, na mocy której może grać dla Piasta jeszcze przez kolejny rok. Klub zaprzecza.
Po tym gliwickim ruszeniu wcale nie dziwię się, że w tamtym sezonie było tak kiepsko. Ślepy by zauważył, a głuchy usłyszał, że w Piaście były problemy na linii zawodnicy-trener. Teraz mamy jednak czystkę. Z klubu odeszli praktycznie wszyscy, którzy w szatni mieli coś do powiedzenia. Ciekawe tylko, z kogo Brosz poskleja swój nowy zespół. Oby to się nie skończyło drugą ligą w Gliwicach, bo przy obecnym stanie kadrowym na nic więcej jak utrzymanie Piasta nie stać.
A przecież szkoda byłoby tego stadionu w drugiej lidze…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz