Po wyjazdowym meczu rewanżowym Jagiellonii w pierwszej rundzie eliminacyjnej Ligi Europejskiej nasuwa mi się na myśl jeden temat. Temat, który widnieje na samym szczycie tego wpisu. Tak, warzywniak. Otóż ten pospolity sklep miał niestety dziś dużo wspólnego z meczem przeciwko Irtyszowi.
Patrząc na grę drużyny z Białegostoku nie potrzebna nam była cebula, żeby się popłakać. Niestety były to łzy smutku. Żeby tego było mało, pokonał nas zespół… ogórków. Bo inaczej ekipy z Kazachstanu nazwać się nie da. Od razu nasuwa mi się pomysł rzucania w naszych kopaczy pomidorami. Kopaczy, którzy zrobili sobie z nas jaja. Gdybym był rasistą, rzucałbym też bananami w ciemnoskórego piłkarza Kazachów, który strzelił bramkę na 1:0. Jestem jednak tolerancyjny. Nasi piłkarze (?) nie mieli pomysłu na grę, a ich jedyną bronią było zagranie „na kabaczka”. Kabaczek, jako warzywo chude i podłużne przypominało sposób gry Jagi w czwartkowym pojedynku. Krótko mówiąc, nasi gracze starali się grać długą piłką na niegrzeszących wzrostem: Frankowskiego, Plizgę, Kupisza czy Maycona. Po tej potyczce, wszyscy w Polsce jesteśmy zdegustowani poziomem naszego futbolu. Po Tallinie, Karabachu itp. przyszedł czas na pośmiewisko z Jagiellonii. Po takim występie-wstydzie podopieczni Probierza i on sam powinni być czerwoni jak buraki.
Już tak podsumowując. W każdym szanującym się warzywniaku, właściciel, czy też pracownicy wyrzucają po dniówce jakieś zgnite warzywa czy owoce. Łącząc fakty, domagałbym się tego samego w Jagiellonii, szkoda tylko, że do ligi zostało nieco ponad trzy tygodnie. Więc nie wiem czy urosłoby w tym czasie coś nowego na tych krzakach. Już chyba lepiej zakryć jakoś niedomówienia i spróbować sprzedać wadliwy towar… Może nikt się nie zorientuje?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz