piątek, 11 lutego 2011

Karew…

To, że kilka lat wstecz a dokładniej prawie dekadę temu Dariusz Szpakowski nie potrafił poprawnie wydukać nazwiska norweskiego napastnika jakoś szczególnie mnie nie dziwi (El.MŚ do Korei i Japonii), ale to, że po prawie 10 latach w tej samej publicznej… telewizji inny komentator ośmiesza się po raz kolejny naprawdę mnie bawi. Już samo hasło pana Jasiny o tym, że pytał norweskich komentatorów jak wymawia się nazwisko rosłego piłkarza Stoke jest śmieszne, a będąc poważnym komentatorem mógł przecież nie przyznawać się na wizji i mówić jaki jest niekompetentny. Mocne słowa, ale tak jest. Popatrzmy z drugiej strony. Przecież dążymy do nowoczesności, świat idzie do przodu, więc dlaczego mamy mówić karew, skoro w języku, w którym człowiek dogada się właściwie wszędzie (angielskim) fonetycznie nazwisko brzmi kerju?! Każdy inny szanujący się dziennikarz sportowy nie popełni podobnej gafy, bo wyobrażacie sobie np. komentatora niemieckiej Bundesligi, który na meczu ligowym łamie sobie język na nazwisku Błaszczykowski. Nie, bo nie będzie się ośmieszał. Dlatego powie Kuba, bo tak jest nawet napisane nad numerem 16 żółto-czarnej koszulki. Dobrze, że chociaż polska piłka idzie do przodu i pokonaliśmy 11. według rankingu FIFA zespół.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz