Mijają echa trzeciego z czterech wielkich spotkań kwietnia. 1-1-1, śmiem twierdzić, bo w lidze remis, puchar ma Real a w LM dalej przejdzie zapewne Barcelona. Mecz podobny do poprzednich – ogromna przewaga Katalończyków w posiadaniu piłki, duża agresywność Realu i wyczekiwanie na kontrę.
Plan „Mou” spalił jednak na panewce. Pomógł w tym arbiter spotkania – Wolfgang Stark. Moim zdaniem przesadził z czerwoną kartką dla Pepe. Co prawda w innej akcji, oszczędził Adebayora, który brutalnie faulował dwóch piłkarzy Barcelony. Ale praca sędziego nie polega przecież na podejmowaniu pochopnych decyzji i „poprawianiu” złych decyzji, jeszcze gorszymi. Przecież, gdy faulował Adebayor było już po meczu.
Dlaczego tak jest? - pytał Jose Mourinho na konferencji prasowej po meczu. Ciężko samemu odpowiedzieć na to pytanie. Paradoksem tego wszystkiego jest to, że nazwisko sędziego Starka w tłumaczeniu oznacza silny, mocny. Sam arbiter jednak wyraźnie nie lubi futbolu siłowego, a pomagając Barcelonie pomógł w awansie do finału … mocniejszej Barcelonie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz